Moda w trudnych czasach

„W trudnych czasach moda zawsze szokuje”
Elsa Schiaparelli

Trudno spierać się ze zdaniem wygłoszonym przez słynną i bodaj jedną z najbardziej ekscentrycznych projektantek w historii. Kiedy machina dziejów wykonuje wolty, a ludzkość stawia czoła poważnym problemom, zjawisko tak ulotne, tak nacechowane próżnością jak moda, wydaje się mało istotne, błahe, niemal nie na miejscu. Nie zaspokaja wszak potrzeb pierwszego rzędu, nie służy przetrwaniu ani nie buduje poczucia bezpieczeństwa, nie do tego została stworzona.

Zarazem – jak feniks z popiołów – posiada niesłychaną zdolność odradzania się
w niezwykłym tempie po wszelkich katastrofach, czego motorem jest – śmiem twierdzić – wrodzona człowiekowi potrzeba piękna, za którym w warunkach ekstremalnych podświadomie tęskni, nawet jeżeli mu się do tego nie wypada przyznać…

Ograniczając się nawet do historii ostatnich dwóch stuleci, możemy znaleźć tego dowody. Moda, jak ludzie, ma swoje sposoby, żeby postawić na swoim. Przetrwać. Na przekór okolicznościom.

Okres międzywojenny, czasy Wielkiego Kryzysu w Ameryce. Mimo ciężkich czasów kobiety noszą czerwone usta, słynny „efekt szminki” to zjawisko wywodzące się właśnie z tych lat.
W Europie Coco Chanel kreuje małą czarną, najbardziej demokratyczną spośród sukienek.

Zaraz po II wojnie. Spadochronowe płótno i męskie mundury przemieniają się w damskie bluzki koszulowe i kostiumy. Zachowane cudem dodatki budują pomost pomiędzy modą sprzed wojny a tą, dopiero wykluwającą się, powojenną. Coś starego i coś z odzysku.
Coś ze „zrzutów” i paczek z UNRRY. Kobiety tego czasu to pionierki vintage i upcyklingu, zjawisk które rodzą się z prostej życiowej konieczności, a dopiero w drugiej kolejności z tęsknoty za zapomnianą estetyką życia.

Prawdziwą bombę mody odpala Dior. Bez żadnej przesady, jego kolekcja New Look jest jak detonacja, policzek wymierzony reglamentacji – limitom tkanin. Obudźcie się, jesteście nadal kobietami! Kreatorowi dostaje się za szafowanie metrami tkanin zużytymi na spódnice
z pełnego koła o długości 7/8, na dodatek jeszcze ułożonymi w fałdy. Ale to się podoba.
Nie krytykom, tylko kobietom. Zapomniany, ale unowocześniony gorset wydaje się anachroniczny, ale za to jak podkreśla talię! Kapelusze z dużym rondem, długie rękawiczki -triumfalnie powracają. Co mody nie zabije, to ją wzmocni.

U nas, w PRL. Moda jest oficjalnie zasadniczo „be” w latach pięćdziesiątych, ale pod koniec tej dekady i w następnej znajduje sposoby, aby dotrzeć do swoich miłośniczek. Z pomocą pionierów dziennikarstwa mody – Hanny Gajos, Barbary Hoff, a także autorów, całkiem obszernych, działów mody w „Ty i Ja”, „Urodzie” i w całości dedykowanej tej dziedzinie „Modzie” oraz wydawnictwie „Świat Mody” – przeciska się przez „Żelazną Kurtynę” i gra na nosie zwolennikom odzieżowej „urawniłowki” i szarości. Pomimo poligrafii okropnej jakości, na szczęście wspartej rzetelnym opisem, rubryka Hoff w „Przekroju” staje się oknem na świat trendów. Kolekcje Hofflandu tworzone są często z zapomnianych, niekiedy nigdy nie wdrożonych przez polskie fabryki do masowej produkcji, próbnych kuponów tkanin. Polki w owym czasie specjalizują się w tworzeniu oryginalnych strojów metodą „coś z niczego”, zadziwiając świat swoim  nadążaniem za tendencjami. Czasy trudne owocują kreatywnością.

Po 1989 roku mamy coraz więcej nowych projektantów i firm odzieżowych, szczególnie wiele dzieje się w modzie tuż przed i na przełomie stuleci oraz w latach dwutysięcznych. Eksplozja nowych marek. Nastaje czas „sieciówek” polskich i zagranicznych. Paradoks polega na tym, że te popularne marki oferują produkty w cenie nie zawsze usprawiedliwionej jakością. Kogo nie stać na ubrania z wyższej półki, zachowujące standard dla bardziej wymagających, ten – w pozornej (bo nijakiej) obfitości – musi sobie jakoś radzić, wykazać się pomysłowością. Upcykling, przerabianie, personalizowanie odzieży i dodatków – to ucieczka przed sztampą i sposób na manifestację indywidualnego stylu.  

Moda odzwierciedla współczesny świat, w całej złożoności.  

W dzisiejszych czasach – ciekawych aż nadto i pogmatwanych – zdaje się zataczać koło, powracając do oryginalności i niepowtarzalności, za którą nie muszą stać wielkie pieniądze. Reaktywuje ideę D.I.Y., którą inspirują się projektanci, nadając jej nową rangę.

Vetements, może znacie? A przedtem Miguel Adrover i Margiela… W Polsce – Joanna Paradecka, Dad`s Studs… Dlaczego nie stworzyć kolekcji z elementów z odzysku, nie zmiksować, niczym dobry didżej, kawałków drogich ciuchów z tanimi, tnąc, zszywając i generując coś nowego?

Świat mody kręci się za własnym ogonem i rozpaczliwie poszukuje, skoro wszystko już było. Dostrzega, że istotą dobrego stylu nie jest podążanie za ściśle wytyczonymi trendami, lecz umiejętność wyboru, ciekawy sposób noszenia, odwaga tworzenia nowatorskich połączeń. Moda uczy się od swoich adresatów. Bez pomysłowości ulicy nie ma szans na przetrwanie.

To swoisty survival, a przynajmniej jedno z weselszych jego obliczy. W dziwnych czasach jesteśmy modzie bardziej potrzebni, niż ona nam. Świat to nie czerwony dywan.
Skądinąd, to całkiem optymistyczne…

hoff_sixties

„Przekrój”, 1965, Barbara Hoff

 

jeans_upcycled

Spersonalizowane jeansy

 

Recent Posts

Leave a Comment